Chyba namieszałam ostatnio gdzieś w Sieci ;) Nic, samo się wyciszy. Aż słowa, czasem jednak tylko słowa :*
Słowa potrafią być intrygujące, denerwujące, motywujące i upodlające. Łatwo wpadające w ucho i nie do zniesienia. Potrafią koić i bolą. Mają tak dużą moc.
Ostatnio interesują mnie raczej czyny. Małe ciepłe gesty i ukradkowe uśmiechy, przez które mogę nagle poczuć się nic nie warta. Jakby wszystko, co robię nie było tak naprawdę potrzebne. Albo, jakbym i tak starając się i wypruwając żyły robiła za mało. Widocznie nie mam wystarczającej siły. I te gesty...
Zastanawiałam się, po co nam tak naprawdę wspomnienia. Te wspaniałe mogłabym zliczyć na palcach jednej dłoni, i w sumie tylko dla nich żyję. Resztę chciałabym wymazać tak, jak wymazuje się gumką do ścierania ołówek, zostawiając puste miejsce. tyle, że nawet po wymazaniu zostaje ślad. Wystarczyło naciskać ołówek trochę mocniej i pozostają wybrzuszenia w papierze, na drewnie, w piasku. Na jedno wychodzi. Wspomnień wymazać się nie da.
Dziś to nie mój dzień. Dlatego jestem wstrętna i podła. Ostatnio tak mam. najchętniej zamknęłabym się w czterech ścianach i leżała pod kołdrą z kubkiem herbaty w łapkach. Brakuje mi czegoś. Ogólnie czuję się pozbawiona emocji. Tylko mi sarkazm pozostaje.
I ta piosenka, przy której wracają wszystkie wspomnienia i nie wiadomo jakim cudem, znajduję jeszcze łzy do wylania...
i ta piosenka...
24 gru 2010
świąteczny ten dzień, ale trochę powiem o...samotności.
http://partnerstwo.onet.pl/1634057,3505,,samotne_swieta,artykul.html
Wszystkim Wam dobra, zdrowia i miłości oraz powodzenia w nowym roku i szczęścia we wszystkim, czego się podejmiecie :*
I wielu tachykardii serca, ale tych ze szczęścia a nie ze smutku!
Wszystkim Wam dobra, zdrowia i miłości oraz powodzenia w nowym roku i szczęścia we wszystkim, czego się podejmiecie :*
I wielu tachykardii serca, ale tych ze szczęścia a nie ze smutku!
22 gru 2010
ona.
mam nową współlokatorkę. jest mniejsza niż mój mały paznokieć, ma ceglastoczerwoną skorupkę a na niej dwie czarne plamki. Umie latać. przesiaduje najczęściej między F6 a F7. Trochę mnie irytowała, ale usiadła mi na ramieniu...i przestała. Wyszeptała mi do ucha, że wszystko będzie dobrze. I wiecie co? Ja jej wierzę...
17 gru 2010
przedświęta, prawie jak poświęta...
Zbliżają się święta. Boże Narodzenie, cała ta szopka wokół której serce aż urastało do rozmiaru wielgachnego ciasta. Ale ja już chyba z tego wyrosłam.
Pierwsza Wigilia od pięciu lat znów na starych śmieciach. Taki nastrój dziwny mam. Po prostu przypomniałam sobie, jak to było kiedyś. Teraz nawet prezentów zapakowanych w piękny kolorowy papier nie znajduję pod choinką. Są tylko koperty.
Chciałabym chyba nadal być dzieckiem. Zaczynam zapominać, jak to jest pomagać mamie pichcić w kuchni, nakrywać do stołu. Zazwyczaj pamiętam tylko wielkie zmywanie po Wigilii i stertę książek, które w trakcie świąt leżą na półce "do przeczytania". I nie widziałam nigdzie nadal świątecznej reklamy Coca- Coli a Last Christmas słyszałam tylko, kiedy dziś nuciła ją moja siostra...wybrakowana ta atmosfera. I nie mam na to wszystko nastroju.
Bo ja ostatnio nawet nastroju nie mam na czytanie. Czasem tylko na pisanie.
Piszę ostatnio do Niego. W sumie- gdzieś w eter. On nawet szansy nie ma tego przeczytać.Może to i lepiej? Co wymarzyłam, to moje!
Prawda kochanie? Może jeszcze nie jest za późno? Może czas po prostu troszkę wrócić...nawet do Kwestionariusza. Wymarzyłam sobie,że zostanę kiedyś wziętym biologiem...tak po prostu. I będę pomagała. Nie zawsze wszystko wychodzi. Gdybym naprawdę była taka fantastyczna to nie doszłoby do tego, że próbną ledwo zaliczyłam -_-' Czasem mam wrażenie, że wiele osób mnie naprawdę przecenia...
"niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."
Ale wiecie, że jeśli się wysiądzie to można nadal z powrotem wsiąść? Może się uda do tego samego pociągu ( w końcu wyszłoby na pożytek to ich notoryczne spóźnialstwo) a nawet jeśli nie, zawsze można dogonić siebie. Trzeba tylko chcieć. Trochę się w tym wszystkim gubię, w życiu.
Widziałam się ostatnio z M. i miło spędziliśmy czas. Później tylko jeszcze prowadziliśmy ostrą dyskusję na temat etyczno-kulturowy i chyba nareszcie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę, to nie chciałabym z nim być. Teraz kocham po prostu jego czekoladowe oczy.
Może to przez nadmiar wolnego czasu, który nawet nie spożytkowałam choćby na zajrzenie do zadań maturalnych, a może po prostu już...to nie to? Muszę zapytać mamy.Czy ona czuje się podobnie.
Idę jutro na ślizgawkę, przynajmniej przez jakiś czas nie będę myślała. Tylko będę płynąć po lodzie. I zrobię coś dla siebie. Wam wszystkim też proponuję odrobinę przyjemności dla siebie. To zawsze poprawia humor ;)
Pierwsza Wigilia od pięciu lat znów na starych śmieciach. Taki nastrój dziwny mam. Po prostu przypomniałam sobie, jak to było kiedyś. Teraz nawet prezentów zapakowanych w piękny kolorowy papier nie znajduję pod choinką. Są tylko koperty.
Chciałabym chyba nadal być dzieckiem. Zaczynam zapominać, jak to jest pomagać mamie pichcić w kuchni, nakrywać do stołu. Zazwyczaj pamiętam tylko wielkie zmywanie po Wigilii i stertę książek, które w trakcie świąt leżą na półce "do przeczytania". I nie widziałam nigdzie nadal świątecznej reklamy Coca- Coli a Last Christmas słyszałam tylko, kiedy dziś nuciła ją moja siostra...wybrakowana ta atmosfera. I nie mam na to wszystko nastroju.
Bo ja ostatnio nawet nastroju nie mam na czytanie. Czasem tylko na pisanie.
Piszę ostatnio do Niego. W sumie- gdzieś w eter. On nawet szansy nie ma tego przeczytać.Może to i lepiej? Co wymarzyłam, to moje!
Prawda kochanie? Może jeszcze nie jest za późno? Może czas po prostu troszkę wrócić...nawet do Kwestionariusza. Wymarzyłam sobie,że zostanę kiedyś wziętym biologiem...tak po prostu. I będę pomagała. Nie zawsze wszystko wychodzi. Gdybym naprawdę była taka fantastyczna to nie doszłoby do tego, że próbną ledwo zaliczyłam -_-' Czasem mam wrażenie, że wiele osób mnie naprawdę przecenia...
"niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."
Ale wiecie, że jeśli się wysiądzie to można nadal z powrotem wsiąść? Może się uda do tego samego pociągu ( w końcu wyszłoby na pożytek to ich notoryczne spóźnialstwo) a nawet jeśli nie, zawsze można dogonić siebie. Trzeba tylko chcieć. Trochę się w tym wszystkim gubię, w życiu.
Widziałam się ostatnio z M. i miło spędziliśmy czas. Później tylko jeszcze prowadziliśmy ostrą dyskusję na temat etyczno-kulturowy i chyba nareszcie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę, to nie chciałabym z nim być. Teraz kocham po prostu jego czekoladowe oczy.
Może to przez nadmiar wolnego czasu, który nawet nie spożytkowałam choćby na zajrzenie do zadań maturalnych, a może po prostu już...to nie to? Muszę zapytać mamy.Czy ona czuje się podobnie.
Idę jutro na ślizgawkę, przynajmniej przez jakiś czas nie będę myślała. Tylko będę płynąć po lodzie. I zrobię coś dla siebie. Wam wszystkim też proponuję odrobinę przyjemności dla siebie. To zawsze poprawia humor ;)
1 gru 2010
26 lis 2010
źródło desperacji?
Mówiłaś, że przesadzam, że parcie na szkło jest niedobre i tylko sobie szkodzę. Znalazłam źródło problemu, ale jedynym sposobem na samoakceptację jest pełne zaakceptowanie mnie przez innego człowieka.
Nie umiem poradzić sobie sama ze sobą.
Nie umiem poradzić sobie sama ze sobą.
24 lis 2010
Panicznie boję się samotności.
Słodki, kuszący i tak niesamowicie rozczulający. Taki był jego zapach. Chociaż nie znoszę męskich perfum, tymi właśnie mogłabym się zachłysnąć. Ale cuda nie istnieją. Przeszedł koło mnie ze swoją nonszalancją w kieszeniach. A ja schowałam się pomiędzy czarny kaptur rozpaczy.
Mieć go za najlepszego przyjaciela, najwierniejszego kochanka... ja chciałam, żeby to się kiedyś przytrafiło także mnie.Żeby on wiedział,kiedy ma mnie kopnąć w dupę na tyle mocno, żebym wyszła do ludzi. Żeby znał mnie i moje historie. Całą prawdę i wszystkie kłamstwa. Żeby urządzał mi dzikie awantury o moje niezdecydowanie i przywiązanie do pierdół.Przychodził po mnie i mnie odprowadzał. Chociaż myślami, żebym to czuła. Bo kobiety czują takie rzeczy. Ale tacy mężczyźni nie istnieją. Nawet w książkach. A seksualność kobiety może ją popchnąć ku różnym naleciałościom. I ta seksualność ściśle związana jest z emocjami. Powiedziałaś, żebym się zdecydowała. Ja tak naprawdę nie znam siebie. Przez prawie dwadzieścia lat nie poznałam jednej setnej tego, co w środku siedzi. Gdyby okazało się, że jest to ona, nie miałabym za złe Bogu, że tak właśnie zadecydował. Czasem brzydzę się siebie, czasem jest mi to obojętne. I są takie dni, kiedy tulę sama siebie, oplatam się ramionami i czuję ból psychiczny. To rozrywa od wewnątrz, masz ochotę rwać włosy z głowy, nie masz siły oddychać i czujesz każdy pęcherzyk własnych płuc, i czujesz, jakby ktoś potraktował twoje serce ciekłym azotem a zaraz po tym delikatnie dotknął je koniuszkiem paznokcia. Wszystko kruszy się nie na miliony ani miliardy części. To ta nieskończoność kawałków, których nawet najzmyślniejszy kardiolog nie byłby w stanie poskładać. Wtedy myśli się tylko o tym, żeby zasnąć. Ale kiedy budzisz się, nie do zniesienia staje się to, że Świat kręci się dalej,a ty stoisz nadal w miejscu. Nie ma w życiu dni idealnych tak, jak nie ma ludzi aniołów. I tak siedzę znów skorupie i drę każdą synapsę, byleby tylko zakłócić myślenie. Byleby nie wspominać, byle tylko za dużo nie myśleć. Ale nie umiem.Jestem jednym wielkim chodzącym kłębkiem nerwów, rozdrażnionych połączeń nerwowych, które tęsknią. Czy można tęsknić za czymś, czego się nie zna?
Na ulicach biało. Założę jutro dużą fioletową czapkę.
Mieć go za najlepszego przyjaciela, najwierniejszego kochanka... ja chciałam, żeby to się kiedyś przytrafiło także mnie.Żeby on wiedział,kiedy ma mnie kopnąć w dupę na tyle mocno, żebym wyszła do ludzi. Żeby znał mnie i moje historie. Całą prawdę i wszystkie kłamstwa. Żeby urządzał mi dzikie awantury o moje niezdecydowanie i przywiązanie do pierdół.Przychodził po mnie i mnie odprowadzał. Chociaż myślami, żebym to czuła. Bo kobiety czują takie rzeczy. Ale tacy mężczyźni nie istnieją. Nawet w książkach. A seksualność kobiety może ją popchnąć ku różnym naleciałościom. I ta seksualność ściśle związana jest z emocjami. Powiedziałaś, żebym się zdecydowała. Ja tak naprawdę nie znam siebie. Przez prawie dwadzieścia lat nie poznałam jednej setnej tego, co w środku siedzi. Gdyby okazało się, że jest to ona, nie miałabym za złe Bogu, że tak właśnie zadecydował. Czasem brzydzę się siebie, czasem jest mi to obojętne. I są takie dni, kiedy tulę sama siebie, oplatam się ramionami i czuję ból psychiczny. To rozrywa od wewnątrz, masz ochotę rwać włosy z głowy, nie masz siły oddychać i czujesz każdy pęcherzyk własnych płuc, i czujesz, jakby ktoś potraktował twoje serce ciekłym azotem a zaraz po tym delikatnie dotknął je koniuszkiem paznokcia. Wszystko kruszy się nie na miliony ani miliardy części. To ta nieskończoność kawałków, których nawet najzmyślniejszy kardiolog nie byłby w stanie poskładać. Wtedy myśli się tylko o tym, żeby zasnąć. Ale kiedy budzisz się, nie do zniesienia staje się to, że Świat kręci się dalej,a ty stoisz nadal w miejscu. Nie ma w życiu dni idealnych tak, jak nie ma ludzi aniołów. I tak siedzę znów skorupie i drę każdą synapsę, byleby tylko zakłócić myślenie. Byleby nie wspominać, byle tylko za dużo nie myśleć. Ale nie umiem.Jestem jednym wielkim chodzącym kłębkiem nerwów, rozdrażnionych połączeń nerwowych, które tęsknią. Czy można tęsknić za czymś, czego się nie zna?
Na ulicach biało. Założę jutro dużą fioletową czapkę.
16 lis 2010
chwilowy zastój emocji
nie wiem, co lepsze. w sumie ostatnio nic się nie dzieje...może nawet lepiej? nie mam siły znosić kolejnej porażki.może mogłabym się dla odmiany zauroczyć kimś, żeby w końcu wypaliło?
ciągnie mnie na zachód. zaściankowość ogranicza horyzonty. kiedyś to wszystko się zmieni. muszę w to wierzyć
ciągnie mnie na zachód. zaściankowość ogranicza horyzonty. kiedyś to wszystko się zmieni. muszę w to wierzyć
9 lis 2010
MB
czas czas czas czas czas czas!!! mam mało czasu. na wszystko. dla siebie, dla życia...kiedy ostatnio zajrzałam do anatomii?! Przydałaby się serotonina, dla bezsenności.nie ogarniam tego wszystkiego. i znów zaczęłam żreć jak krowa...
czy osoba, która ma praktycznie wszystko może być nieszczęśliwa? człowiek dąży do autodestrukcji. chciałabym zamieszkać z dzikimi zwierzętami, w dzikiej dżungli. może wtedy by tak nie bolało...
czy osoba, która ma praktycznie wszystko może być nieszczęśliwa? człowiek dąży do autodestrukcji. chciałabym zamieszkać z dzikimi zwierzętami, w dzikiej dżungli. może wtedy by tak nie bolało...
24 paź 2010
Bridget Jones istniała naprawdę!
Totalnie zdruzgotana rodzinnym weekendem mam ochotę schować się pod kamień i przeczekać wszystko, aż do wakacji.
- No i jak kochanie, to masz już chłopaka
-Przecież nie można zwlekać, musimy zacząć planować kolejne wesele
-Nie no, przecież tak nie może iść! Zobacz tylko-usiądzie i jej całą "małą" będzie widać.
-A dlaczego Ty nikogo nie masz?!?
I od razu odechciewa mi się żyć, bo:
a) dudnienie nad uchem o tym, że jestem sama to jak kazanie mi samej kopać jeszcze większy dół
b) patrzenie na "urocze, niebieskookie cherubinki ciotek pomimo, że są oni słodcy, wprawia w zakłopotanie
c) coraz częściej się zastanawiam, czy można "kogoś mieć". wolałabym "z kimś być".
d)to działa tak, jak wypominanie, że nawet umiera się razem, nie w pojedynkę.
Ponadto: sukienka nieładnie się układa, buty zrobiły się jakieś za duże, najstarsza przechodzi klimakterium i jest nie do zniesienia( Boże, po co to wymyśliłeś?!)...a ja czekam na jakiś "znak".
Muszę iść jutro na cmentarz i spokojnie...porozmawiać.
- No i jak kochanie, to masz już chłopaka
-Przecież nie można zwlekać, musimy zacząć planować kolejne wesele
-Nie no, przecież tak nie może iść! Zobacz tylko-usiądzie i jej całą "małą" będzie widać.
-A dlaczego Ty nikogo nie masz?!?
I od razu odechciewa mi się żyć, bo:
a) dudnienie nad uchem o tym, że jestem sama to jak kazanie mi samej kopać jeszcze większy dół
b) patrzenie na "urocze, niebieskookie cherubinki ciotek pomimo, że są oni słodcy, wprawia w zakłopotanie
c) coraz częściej się zastanawiam, czy można "kogoś mieć". wolałabym "z kimś być".
d)to działa tak, jak wypominanie, że nawet umiera się razem, nie w pojedynkę.
Ponadto: sukienka nieładnie się układa, buty zrobiły się jakieś za duże, najstarsza przechodzi klimakterium i jest nie do zniesienia( Boże, po co to wymyśliłeś?!)...a ja czekam na jakiś "znak".
Muszę iść jutro na cmentarz i spokojnie...porozmawiać.
15 paź 2010
?!
panika, okropna panika. Nienawidzę ślubów.
początek stycznia- kolejna panika.
egzaminy, egzaminy, egzaminy, matura, studia...
kolejna panika.
chciałabym zniknąć. lub chociaż się schować.
początek stycznia- kolejna panika.
egzaminy, egzaminy, egzaminy, matura, studia...
kolejna panika.
chciałabym zniknąć. lub chociaż się schować.
8 paź 2010
zachowuję się ostatnio jak kawał suki. tak, kawał cholery. pytasz, dlaczego?
To są złe dni. nie TE dni, tylko po prostu takie, kiedy wszystko się sypie, a Ty nie masz w ogóle ochoty na nikogo patrzeć. jest źle i potrzeba pomocy, ale od samej siebie. płakałam dziś i śmiałam się na zmianę, wewnątrz samej siebie. tego nie widać.
potrzebuję choć trochę izolacji...
biały dzień zbliża się wielkimi krokami. panikuję, bo to ważna rola. Nie tylko dlatego...bo ON.
To są złe dni. nie TE dni, tylko po prostu takie, kiedy wszystko się sypie, a Ty nie masz w ogóle ochoty na nikogo patrzeć. jest źle i potrzeba pomocy, ale od samej siebie. płakałam dziś i śmiałam się na zmianę, wewnątrz samej siebie. tego nie widać.
potrzebuję choć trochę izolacji...
biały dzień zbliża się wielkimi krokami. panikuję, bo to ważna rola. Nie tylko dlatego...bo ON.
2 paź 2010
Lęk
bije to serduszko i bije, coraz ciszej, i czeka... tylko sama już nie wiem, na co.
Z ulgą stwierdzam, że przyszedł już październik.
Z ulgą stwierdzam, że przyszedł już październik.
21 wrz 2010
.
dzisiejsza noc była najgorszą w moim życiu. Jeśli istnieje piekło, to przeżyłam je za życia. Zmęczona łzami nie mam już ochoty na miłość.
16 wrz 2010
... (nienawidzę wielokropka)
obiecuję już nigdy nie rozpaczać nad jeszcze nie rozlanym mlekiem, jeżeli będziesz trzymał mnie za rękę.
13 wrz 2010
bash
nawet powieszenie się na pasku zadań w niczym dziś nie pomoże...muszę wziąć wolne od Internetu,koniecznie.
He has to gave me a bash.
Nie bez przyczyny bashful to nieśmiały. Z kolei samo bash oznacza rąbnięcie...i to niezłe. Dzisiejszego popołudnia...
Pluję sobie w twarz za każdym razem, gdy myślę, że mogłam jednak inaczej to rozegrać. Dziś sporo we mnie agresji. Pewna Piękna Białogłowa dała mi popalić.
Kawa potrzebna do życia aktualnie bardziej niż tlen.
Idę utopić się w stężonym kwasie solnym. Może oczyści mnie z zazdrości.
He has to gave me a bash.
Nie bez przyczyny bashful to nieśmiały. Z kolei samo bash oznacza rąbnięcie...i to niezłe. Dzisiejszego popołudnia...
Pluję sobie w twarz za każdym razem, gdy myślę, że mogłam jednak inaczej to rozegrać. Dziś sporo we mnie agresji. Pewna Piękna Białogłowa dała mi popalić.
Kawa potrzebna do życia aktualnie bardziej niż tlen.
Idę utopić się w stężonym kwasie solnym. Może oczyści mnie z zazdrości.
10 wrz 2010
tytułu dziś nie będzie.
Brakuje mi uczuć. Dlatego egzogennie pochłaniam zapasy fenyloetyloaminy w postaci tabliczki czekolady...czasem dziennie. Ale tylko wtedy, gdy zbliżają się 'te dni'.
O maj i dalej z nim związane wydarzenia raczej się nie martwię. Prędzej obawiam się października. Nie mam ochoty stroić się bóg jeden wie w jaką to kreację, wpinać miliony wsuwek we włosy i w około wszystkim sprzedawać swój uśmiech.
Mówiło mi od początku września kilkanaście osób,że się zmieniłam. Co dzień jedna, pozytywna opinia może dodać mi skrzydeł. To miłe. Jednak na długo nie wystarcza.Nie jestem na tyle dojrzała emocjonalnie za jaką się naprawdę uważam.
"Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz..." ale chyba nie jestem gotowa, aby komukolwiek wszystko o sobie opowiedzieć.
To boli, kiedy ludzie- nawet nieświadomie- przypominają Ci o tym, że tak naprawdę jesteś sam. To nie ich wina. Wszystko siedzi we mnie. A sama sobie ze sobą poradzić nie umiem. Nie mam do nich pretensji. Żyją najlepiej jak umieją. I wiem,ze życie nie jest sprawiedliwie. Matko, jak trywialnie to brzmi... chodzi po prostu o tę szansę,która nie jest mi dana. Lub której ja nie umiem wykorzystać. Może jestem ślepa?
Zbliżają się te jesienne dni, kiedy samotność najbardziej boli. Wtedy nawet ciepły grzejnik nie jest w stanie ogrzać skostniałego serca. Mogłoby się wydawać, że moje marzenia krążą wokół rzeczy niemożliwych. Tu już nawet o wielkie wybuchy w brzuchu i motyle fruwające po półkulach nie rozchodzi. Czy ON bądź ONA nie dają Wam poczucia bliskości, bezpieczeństwa? Śnią mi się dni, kiedy po południu wracam do domu, rzucam torbę w kąt a ktoś podbiega do mnie w progu i łapie za rękę prowadząc do kuchni. Tam czeka na mnie kubek gorącej herbaty. A później miłe,serdeczne uściski, ręka na ramieniu. I poczucie, że ktoś jest.
Jawią mi się dwie opcje życia. Robić coś, co kocham i nie przejmować się szczęściem domowego ogniska...czy po prostu robić coś, ale być szczęśliwą z Nim u boku? Widocznie syndrom Judyma to nie tylko uwarunkowana bezdomność. To te wybory przed którymi stajemy. Chyba już nie chcę być matka Teresą...
O maj i dalej z nim związane wydarzenia raczej się nie martwię. Prędzej obawiam się października. Nie mam ochoty stroić się bóg jeden wie w jaką to kreację, wpinać miliony wsuwek we włosy i w około wszystkim sprzedawać swój uśmiech.
Mówiło mi od początku września kilkanaście osób,że się zmieniłam. Co dzień jedna, pozytywna opinia może dodać mi skrzydeł. To miłe. Jednak na długo nie wystarcza.Nie jestem na tyle dojrzała emocjonalnie za jaką się naprawdę uważam.
"Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz..." ale chyba nie jestem gotowa, aby komukolwiek wszystko o sobie opowiedzieć.
To boli, kiedy ludzie- nawet nieświadomie- przypominają Ci o tym, że tak naprawdę jesteś sam. To nie ich wina. Wszystko siedzi we mnie. A sama sobie ze sobą poradzić nie umiem. Nie mam do nich pretensji. Żyją najlepiej jak umieją. I wiem,ze życie nie jest sprawiedliwie. Matko, jak trywialnie to brzmi... chodzi po prostu o tę szansę,która nie jest mi dana. Lub której ja nie umiem wykorzystać. Może jestem ślepa?
Zbliżają się te jesienne dni, kiedy samotność najbardziej boli. Wtedy nawet ciepły grzejnik nie jest w stanie ogrzać skostniałego serca. Mogłoby się wydawać, że moje marzenia krążą wokół rzeczy niemożliwych. Tu już nawet o wielkie wybuchy w brzuchu i motyle fruwające po półkulach nie rozchodzi. Czy ON bądź ONA nie dają Wam poczucia bliskości, bezpieczeństwa? Śnią mi się dni, kiedy po południu wracam do domu, rzucam torbę w kąt a ktoś podbiega do mnie w progu i łapie za rękę prowadząc do kuchni. Tam czeka na mnie kubek gorącej herbaty. A później miłe,serdeczne uściski, ręka na ramieniu. I poczucie, że ktoś jest.
Jawią mi się dwie opcje życia. Robić coś, co kocham i nie przejmować się szczęściem domowego ogniska...czy po prostu robić coś, ale być szczęśliwą z Nim u boku? Widocznie syndrom Judyma to nie tylko uwarunkowana bezdomność. To te wybory przed którymi stajemy. Chyba już nie chcę być matka Teresą...
8 wrz 2010
7 wrz 2010
22.22
chciałabym Ci naprawdę wszystko powiedzieć. gdybym była na tyle szalona,co one, dawno znałbyś bicie mojego serca. Po co mieszasz mi teraz w głowie? Błagam, tylko nie teraz...
chore serce zasypiające w wełnianych skarpetach
chory umysł ułożony na poduszce...
chore serce zasypiające w wełnianych skarpetach
chory umysł ułożony na poduszce...
31 sie 2010
General anxiety disorder
Ostatni wolny wieczór tego lata...nienawidzę sytuacji, gdy muszę tłumaczyć się ztego, czemu to ja i moi siedzimy jeszcze rok dłużej w licealnej dziurze.
Zgubiłam się gdzieś na Milky Wayu moich marzeń. Boję się. Chciałabym się już obudzić po wszystkim. i mieć GO u boku.
A teraz najbezpieczniej mi w ramionach Morfeusza :(
Zgubiłam się gdzieś na Milky Wayu moich marzeń. Boję się. Chciałabym się już obudzić po wszystkim. i mieć GO u boku.
A teraz najbezpieczniej mi w ramionach Morfeusza :(
23 sie 2010
Po wielu latach przyznaję, że byłem w błędzie, jeśli chodzi o Ewę. Lepiej jest bowiem żyć poza rajem z nią niż w raju bez niej.
Są takie momenty, kiedy mam ochotę uwolnić się ze swojego ciała i zacząć żyć innym życiem. Kobieco, naturalnie, oddychać pełną piersią. To nie jest pocieszające, że pomimo wzorcowych relacji między tobą a własną rodzicielką uważa Cię ona za despotkę. Czy ten mój trudny charakter to aby nie przejaskrawienie?
Ona kiedyś powiedziała, że lepiej aby wady wytykał Ci ktoś bliski. Widocznie w moim przypadku w ogóle się to nie sprawdza. Ile to razy wytykano mi błędy...czy ja naprawdę nie potrafię się zmienić? Bywały bodźce- te duże i te małe. I zawsze przedsięwzięcie kończy się większym lub mniejszym fiaskiem. Tak, jak wakacje. Miała być ta piękna, wielka zmiana powierzchowności i co?! -Pieniądze zabijają całą radość życia.
Będzie tak, jak mówiłam J. Tak, jak powiedziały moje panie...skończy się od razu małżeństwem z rozsądku i przymusowym założeniem rodziny. Co za konwenanse! Nie żyjemy przecież w XIX wieku a jednak nadal panuje pewne przekonanie. Usłyszałam dziś, że moja P. wychodzi za mąż zbyt późno. Bo kobieta powinna brać sobie męża jeszcze wtedy, gdy jest młoda,niedoświadczona a przed nią całe małżeństwo- ja to ujęła M- szkoła życia.
Ja mówiłam...gdyby sypiały ze sobą dwa progesterony obok siebie to nie byłoby tylu rozwodów.
Ale nie. Nikt mnie nie słucha. To skoro tak piękne było ostatnie moje dzieło i mam wyjątkowo duże pojęcie na tematy niedotyczące ludzi w 20 rż i poniżej, to czemu,no pytam- czemu MI SIĘ NIE UDAJE?!?!
Powiesz: tu przecież nie ma udawanie się czy nie nic do rzeczy. Trzeba czekać. "Przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie". Jak ja nienawidzę tego zdania...
Ona kiedyś powiedziała, że lepiej aby wady wytykał Ci ktoś bliski. Widocznie w moim przypadku w ogóle się to nie sprawdza. Ile to razy wytykano mi błędy...czy ja naprawdę nie potrafię się zmienić? Bywały bodźce- te duże i te małe. I zawsze przedsięwzięcie kończy się większym lub mniejszym fiaskiem. Tak, jak wakacje. Miała być ta piękna, wielka zmiana powierzchowności i co?! -Pieniądze zabijają całą radość życia.
Będzie tak, jak mówiłam J. Tak, jak powiedziały moje panie...skończy się od razu małżeństwem z rozsądku i przymusowym założeniem rodziny. Co za konwenanse! Nie żyjemy przecież w XIX wieku a jednak nadal panuje pewne przekonanie. Usłyszałam dziś, że moja P. wychodzi za mąż zbyt późno. Bo kobieta powinna brać sobie męża jeszcze wtedy, gdy jest młoda,niedoświadczona a przed nią całe małżeństwo- ja to ujęła M- szkoła życia.
Ja mówiłam...gdyby sypiały ze sobą dwa progesterony obok siebie to nie byłoby tylu rozwodów.
Ale nie. Nikt mnie nie słucha. To skoro tak piękne było ostatnie moje dzieło i mam wyjątkowo duże pojęcie na tematy niedotyczące ludzi w 20 rż i poniżej, to czemu,no pytam- czemu MI SIĘ NIE UDAJE?!?!
Powiesz: tu przecież nie ma udawanie się czy nie nic do rzeczy. Trzeba czekać. "Przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie". Jak ja nienawidzę tego zdania...
17 lip 2010
16/17 07 10 czyli co alkohol ze mną wyczynia.
...w głowie mieszanka alkoholu i rozterek...jak to dobrze, że są ludzie, którzy nawet mojego użalania się nad sobą wysłuchają bez większych kazań...
Czasem zastanawiałam się, jak to będzie za te dziesięć, piętnaście lat. I kolejny raz dochodzę do wniosku, że ta moja inność bardzo mi wadzi. Naprawdę chciałabym być choć trochę bardziej zwyczajna, pospolita..przeżyć to, co mam przeżyć tak, jak moi rówieśnicy. Czuję, że omija mnie coś ważnego. Nie wiem, może to zaprocentuje i moje życie będzie naprawdę wyglądało zupełnie inaczej niż ich? Będę bardziej szczęśliwa? Powoli z mojej głowy wylatuje gin z tonikiem w proporcji trzy do jednego i rozciąga się przede mną perspektywa kolejnego dnia bogatego w codzienne obowiązki. Tak chciałabym, żeby oni wszyscy zdawali sobie sprawę z wielu rzeczy, które mnie dotyczą. To wszystko wygląda tylko z zewnątrz tak pięknie, kolorowo...nie ma życia idealnego. Nikt nie jest do końca szczęśliwy. A tych chwil szczęścia jest tak niewiele. Tyle, że im człowiek starszy, tym rzadziej je dostrzega i trudniej jest mu je złapać...
Czasem mam po prostu ochotę rzucić w cholerę wszelkie ambicje i cele i móc się do kogoś przytulić.
Ale niestety... dwudziesty pierwszy wiek to cielesność przez ogromne "C" co oznacza, że aby do czegokolwiek dojść potrzebuję zrealizować niemożliwy do osiągnięcia cel.
Taa...trzeba było o to zadbać dwa lata temu...
Czasem zastanawiałam się, jak to będzie za te dziesięć, piętnaście lat. I kolejny raz dochodzę do wniosku, że ta moja inność bardzo mi wadzi. Naprawdę chciałabym być choć trochę bardziej zwyczajna, pospolita..przeżyć to, co mam przeżyć tak, jak moi rówieśnicy. Czuję, że omija mnie coś ważnego. Nie wiem, może to zaprocentuje i moje życie będzie naprawdę wyglądało zupełnie inaczej niż ich? Będę bardziej szczęśliwa? Powoli z mojej głowy wylatuje gin z tonikiem w proporcji trzy do jednego i rozciąga się przede mną perspektywa kolejnego dnia bogatego w codzienne obowiązki. Tak chciałabym, żeby oni wszyscy zdawali sobie sprawę z wielu rzeczy, które mnie dotyczą. To wszystko wygląda tylko z zewnątrz tak pięknie, kolorowo...nie ma życia idealnego. Nikt nie jest do końca szczęśliwy. A tych chwil szczęścia jest tak niewiele. Tyle, że im człowiek starszy, tym rzadziej je dostrzega i trudniej jest mu je złapać...
Czasem mam po prostu ochotę rzucić w cholerę wszelkie ambicje i cele i móc się do kogoś przytulić.
Ale niestety... dwudziesty pierwszy wiek to cielesność przez ogromne "C" co oznacza, że aby do czegokolwiek dojść potrzebuję zrealizować niemożliwy do osiągnięcia cel.
Taa...trzeba było o to zadbać dwa lata temu...
15 cze 2010
W.
dla mych nagich ramion
najlepszym okryciem
Twoje ciepłe pocałunki.
nie popełnisz faux pas...
jeśli przyjdziesz dziś pod Teatr.
zasłonisz mi oczy,
żebym mogła się Ciebie uczyć na pamięć.
Odtwarzając Cię jak
ulubiony film
co piątek
co tydzień
co dzień
co minutę
zawsze...
Inga P.
najlepszym okryciem
Twoje ciepłe pocałunki.
nie popełnisz faux pas...
jeśli przyjdziesz dziś pod Teatr.
zasłonisz mi oczy,
żebym mogła się Ciebie uczyć na pamięć.
Odtwarzając Cię jak
ulubiony film
co piątek
co tydzień
co dzień
co minutę
zawsze...
Inga P.
27 maj 2010
Samotni są ci, którzy mają na to czas.
jestem rozdarta...jak dawno nie byłam.
Tak przemieszczać się co kilka dni z jednego na drugi kraniec miasta- ciężko nadążyć za samą sobą. I czuje się samotna. Ale to tylko ze względu na nudę...od kiedy zaczęło sie poprawiać, od kiedy udało mi się wszystko załatwić w pierwszych terminach i nie mam już na głowie tak wielu niecierpiących zwłoki spraw, przychodzą te wiosenne wieczory. Kiedy bardziej pusto już chyba być nie może. I nie umiem sobie z tą pustką poradzić.
Tak przemieszczać się co kilka dni z jednego na drugi kraniec miasta- ciężko nadążyć za samą sobą. I czuje się samotna. Ale to tylko ze względu na nudę...od kiedy zaczęło sie poprawiać, od kiedy udało mi się wszystko załatwić w pierwszych terminach i nie mam już na głowie tak wielu niecierpiących zwłoki spraw, przychodzą te wiosenne wieczory. Kiedy bardziej pusto już chyba być nie może. I nie umiem sobie z tą pustką poradzić.
19 maj 2010
dziś z wizytą u Morfeusza kilka godzin wcześniej...
Zgubiłam się gdzieś ostatnio...gdzieś wśród podświadomości i szarych komórek. Wracam teraz do siebie. Ale nadal dręczy mnie poczucie, że Oni za dużo ode mnie oczekują. Czyżby czasem wydawało im się, że jestem idealna? Cóż...może i idealna dusza jest piękną duszą, jednak człowiek przez duże "c" składa się głównie z ciała przez ogromne "C".
Trzy godziny snu i puszka napoju energetyzującego procentują. Kolorowych ^
Trzy godziny snu i puszka napoju energetyzującego procentują. Kolorowych ^
5 maj 2010
...
Gdzieś się zgubiłam pomiędzy własnymi wyobrażeniami a rzeczywistością.
Wiersze do szuflady powinno się trzymać w szufladzie. Pamiętajcie, nie należy ich nigdy wyrzucać/niszczyć/palić...
Jazz lekiem na całe zło.
I jeszcze mleko z miodem. Ciepłe mleko.
Wiersze do szuflady powinno się trzymać w szufladzie. Pamiętajcie, nie należy ich nigdy wyrzucać/niszczyć/palić...
Jazz lekiem na całe zło.
I jeszcze mleko z miodem. Ciepłe mleko.
18 mar 2010
15 mar 2010
14 mar 2010
33 1/3
26 lut 2010
Bo ja do cholery też jestem kobietą!!!
Wiedzieć [wiele o kobietach] to nikt nie wie, ani Freud, ani one same, ale to jest jak elektryczność, nie trzeba wiedzieć, jak działa, żeby cię kopnęło
Carlos Ruiz Safon
22 lut 2010
19 lut 2010
Jak dawno nie pisałam w pamiętniku. Tym papierowym.
Powinnam dziś dokończyć pakowanie. Co za ironia, wracać tam, skąd się przyszło...Ale cieszy mnie to.
Dzisiejszy deszcz koi ból. Pozwala na chwilę utonąć i o niczym nie myśleć. Chciałabym tak trwać przez dłuższy czas.
Jeszcze miesiąc i każda pojedyncza zmarszczka 9nawet ta kochana, mimiczna, która przypomina mi o tym, ze dzień jest piękny) będzie działała mi na nerwy...
16 lut 2010
?!
Cofanie się w rozwoju powinno mieć swoją konkretną nazwę. To jest, cofanie się w rozwoju emocjonalnym i ponowne zazębianie skorupy komunikacyjnej.
Chyba muszę wyjść do ludzi...
2 lut 2010
znalezione- nie kradzione.
"Podejmując decyzje, okropnie się męczyłam, ale kiedy zostały podjęte, ogarniał mnie spokój i zaczynałam działać według planu szczęśliwa, że najgorsze mam już za sobą. Czasami, rzecz jasna, pozostawało przygnębienie ale było to lepsze niż ciągłe rozpatrywanie różnych opcji."
suddenly I found a perfect description of myself
1 lut 2010
Teraz to już chyba wątpię we wszystko...
Oni choć trochę "tego czegoś" do siebie czują??? Bo coś ciężko do tego podchodzę. Albo po prostu moje obserwacje są odwrotnością rzeczywistości. Non stop, na każdym kroku ktoś daje mi znać, że naprawdę jestem zupełnie inna aniżeli grupa otaczających mnie ludzi. Tylko co mi to daje?
Łzy cisną mi się do oczu lecz nieświadomie chyba wracają tam, skąd przyszły. Czy to jest ten znak, Boże? Abym odłożyła doczesne sprawy na bliżej nieokreślone później? To boli...
Ale kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe?!
30 sty 2010
T.H. Huxley
„ Przecież ciałkom krwi nie wolno bezkarnie urządzać wieców, jako obywatelom brytyjskim, bo zaraz je naczelna władza fizjologiczna z siedzibą w mózgu oskarża o zbiegowisko”.
Gówno prawda. One tworzą zbiegowiska, te uszkodzone i zniszczone. Przynoszą ze sobą ból, cierpienie, gangrenę, śmierć. Dzięki nim piękna i zdrowa kobieta dowiaduje się, że musi usunąć część swojej kobiecości. Ale co tam. To przecież tylko komórki.
25 sty 2010
23 sty 2010
beztematycznie
Kiedyś lubiłam kontrasty. Jego słowa dawały mi ukojenie. Wtedy to włączałam Debussy'ego i zagłębiałam się w nich godzinami odnajdując to, czego tak naprawdę nigdy nie było i nigdy nie będzie. Gdyby interpretacja wirtualnych słów mogła być przeniesiona na zajęcia polskiego, na pewno maturę zdałabym śpiewająco.
nadopiekuńczo-dziwacznie-niezrozumiale-kobieco-nieidealna. Oto ja.
20 sty 2010
17.01.201
...bo herbata ma odcień pomarańczy.
Jej kwas wywołuje łzy.
Nie lubię herbaty
gdy pływa ww niej cytryna.
Najchętniej wyrzuciłabymy wszystkie cytryny świata!
16 sty 2010
Jazz
Zatańcz ze mną
o północy weź w ramiona
Pokaż, co znaczy kochać.
A potem ukołysz
płynnie do snu
i otul mnie
pierzyną utkaną z gwiazd.
Inga P.
Subskrybuj:
Posty (Atom)