17 lip 2010

16/17 07 10 czyli co alkohol ze mną wyczynia.

...w głowie mieszanka alkoholu i rozterek...jak to dobrze, że są ludzie, którzy nawet mojego użalania się nad sobą wysłuchają bez większych kazań...

Czasem zastanawiałam się, jak to będzie za te dziesięć, piętnaście lat. I kolejny raz dochodzę do wniosku, że ta moja inność bardzo mi wadzi. Naprawdę chciałabym być choć trochę bardziej zwyczajna, pospolita..przeżyć to, co mam przeżyć tak, jak moi rówieśnicy. Czuję, że omija mnie coś ważnego. Nie wiem, może to zaprocentuje i moje życie będzie naprawdę wyglądało zupełnie inaczej niż ich? Będę bardziej szczęśliwa? Powoli z mojej głowy wylatuje gin z tonikiem w proporcji trzy do jednego i rozciąga się przede mną perspektywa kolejnego dnia bogatego w codzienne obowiązki. Tak chciałabym, żeby oni wszyscy zdawali sobie sprawę z wielu rzeczy, które mnie dotyczą. To wszystko wygląda tylko z zewnątrz tak pięknie, kolorowo...nie ma życia idealnego. Nikt nie jest do końca szczęśliwy. A tych chwil szczęścia jest tak niewiele. Tyle, że im człowiek starszy, tym rzadziej je dostrzega i trudniej jest mu je złapać...

Czasem mam po prostu ochotę rzucić w cholerę wszelkie ambicje i cele i móc się do kogoś przytulić.

Ale niestety... dwudziesty pierwszy wiek to cielesność przez ogromne "C" co oznacza, że aby do czegokolwiek dojść potrzebuję zrealizować niemożliwy do osiągnięcia cel.
Taa...trzeba było o to zadbać dwa lata temu...

Brak komentarzy: