Totalnie zdruzgotana rodzinnym weekendem mam ochotę schować się pod kamień i przeczekać wszystko, aż do wakacji.
- No i jak kochanie, to masz już chłopaka
-Przecież nie można zwlekać, musimy zacząć planować kolejne wesele
-Nie no, przecież tak nie może iść! Zobacz tylko-usiądzie i jej całą "małą" będzie widać.
-A dlaczego Ty nikogo nie masz?!?
I od razu odechciewa mi się żyć, bo:
a) dudnienie nad uchem o tym, że jestem sama to jak kazanie mi samej kopać jeszcze większy dół
b) patrzenie na "urocze, niebieskookie cherubinki ciotek pomimo, że są oni słodcy, wprawia w zakłopotanie
c) coraz częściej się zastanawiam, czy można "kogoś mieć". wolałabym "z kimś być".
d)to działa tak, jak wypominanie, że nawet umiera się razem, nie w pojedynkę.
Ponadto: sukienka nieładnie się układa, buty zrobiły się jakieś za duże, najstarsza przechodzi klimakterium i jest nie do zniesienia( Boże, po co to wymyśliłeś?!)...a ja czekam na jakiś "znak".
Muszę iść jutro na cmentarz i spokojnie...porozmawiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz