21 wrz 2010
.
dzisiejsza noc była najgorszą w moim życiu. Jeśli istnieje piekło, to przeżyłam je za życia. Zmęczona łzami nie mam już ochoty na miłość.
16 wrz 2010
... (nienawidzę wielokropka)
obiecuję już nigdy nie rozpaczać nad jeszcze nie rozlanym mlekiem, jeżeli będziesz trzymał mnie za rękę.
13 wrz 2010
bash
nawet powieszenie się na pasku zadań w niczym dziś nie pomoże...muszę wziąć wolne od Internetu,koniecznie.
He has to gave me a bash.
Nie bez przyczyny bashful to nieśmiały. Z kolei samo bash oznacza rąbnięcie...i to niezłe. Dzisiejszego popołudnia...
Pluję sobie w twarz za każdym razem, gdy myślę, że mogłam jednak inaczej to rozegrać. Dziś sporo we mnie agresji. Pewna Piękna Białogłowa dała mi popalić.
Kawa potrzebna do życia aktualnie bardziej niż tlen.
Idę utopić się w stężonym kwasie solnym. Może oczyści mnie z zazdrości.
He has to gave me a bash.
Nie bez przyczyny bashful to nieśmiały. Z kolei samo bash oznacza rąbnięcie...i to niezłe. Dzisiejszego popołudnia...
Pluję sobie w twarz za każdym razem, gdy myślę, że mogłam jednak inaczej to rozegrać. Dziś sporo we mnie agresji. Pewna Piękna Białogłowa dała mi popalić.
Kawa potrzebna do życia aktualnie bardziej niż tlen.
Idę utopić się w stężonym kwasie solnym. Może oczyści mnie z zazdrości.
10 wrz 2010
tytułu dziś nie będzie.
Brakuje mi uczuć. Dlatego egzogennie pochłaniam zapasy fenyloetyloaminy w postaci tabliczki czekolady...czasem dziennie. Ale tylko wtedy, gdy zbliżają się 'te dni'.
O maj i dalej z nim związane wydarzenia raczej się nie martwię. Prędzej obawiam się października. Nie mam ochoty stroić się bóg jeden wie w jaką to kreację, wpinać miliony wsuwek we włosy i w około wszystkim sprzedawać swój uśmiech.
Mówiło mi od początku września kilkanaście osób,że się zmieniłam. Co dzień jedna, pozytywna opinia może dodać mi skrzydeł. To miłe. Jednak na długo nie wystarcza.Nie jestem na tyle dojrzała emocjonalnie za jaką się naprawdę uważam.
"Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz..." ale chyba nie jestem gotowa, aby komukolwiek wszystko o sobie opowiedzieć.
To boli, kiedy ludzie- nawet nieświadomie- przypominają Ci o tym, że tak naprawdę jesteś sam. To nie ich wina. Wszystko siedzi we mnie. A sama sobie ze sobą poradzić nie umiem. Nie mam do nich pretensji. Żyją najlepiej jak umieją. I wiem,ze życie nie jest sprawiedliwie. Matko, jak trywialnie to brzmi... chodzi po prostu o tę szansę,która nie jest mi dana. Lub której ja nie umiem wykorzystać. Może jestem ślepa?
Zbliżają się te jesienne dni, kiedy samotność najbardziej boli. Wtedy nawet ciepły grzejnik nie jest w stanie ogrzać skostniałego serca. Mogłoby się wydawać, że moje marzenia krążą wokół rzeczy niemożliwych. Tu już nawet o wielkie wybuchy w brzuchu i motyle fruwające po półkulach nie rozchodzi. Czy ON bądź ONA nie dają Wam poczucia bliskości, bezpieczeństwa? Śnią mi się dni, kiedy po południu wracam do domu, rzucam torbę w kąt a ktoś podbiega do mnie w progu i łapie za rękę prowadząc do kuchni. Tam czeka na mnie kubek gorącej herbaty. A później miłe,serdeczne uściski, ręka na ramieniu. I poczucie, że ktoś jest.
Jawią mi się dwie opcje życia. Robić coś, co kocham i nie przejmować się szczęściem domowego ogniska...czy po prostu robić coś, ale być szczęśliwą z Nim u boku? Widocznie syndrom Judyma to nie tylko uwarunkowana bezdomność. To te wybory przed którymi stajemy. Chyba już nie chcę być matka Teresą...
O maj i dalej z nim związane wydarzenia raczej się nie martwię. Prędzej obawiam się października. Nie mam ochoty stroić się bóg jeden wie w jaką to kreację, wpinać miliony wsuwek we włosy i w około wszystkim sprzedawać swój uśmiech.
Mówiło mi od początku września kilkanaście osób,że się zmieniłam. Co dzień jedna, pozytywna opinia może dodać mi skrzydeł. To miłe. Jednak na długo nie wystarcza.Nie jestem na tyle dojrzała emocjonalnie za jaką się naprawdę uważam.
"Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz..." ale chyba nie jestem gotowa, aby komukolwiek wszystko o sobie opowiedzieć.
To boli, kiedy ludzie- nawet nieświadomie- przypominają Ci o tym, że tak naprawdę jesteś sam. To nie ich wina. Wszystko siedzi we mnie. A sama sobie ze sobą poradzić nie umiem. Nie mam do nich pretensji. Żyją najlepiej jak umieją. I wiem,ze życie nie jest sprawiedliwie. Matko, jak trywialnie to brzmi... chodzi po prostu o tę szansę,która nie jest mi dana. Lub której ja nie umiem wykorzystać. Może jestem ślepa?
Zbliżają się te jesienne dni, kiedy samotność najbardziej boli. Wtedy nawet ciepły grzejnik nie jest w stanie ogrzać skostniałego serca. Mogłoby się wydawać, że moje marzenia krążą wokół rzeczy niemożliwych. Tu już nawet o wielkie wybuchy w brzuchu i motyle fruwające po półkulach nie rozchodzi. Czy ON bądź ONA nie dają Wam poczucia bliskości, bezpieczeństwa? Śnią mi się dni, kiedy po południu wracam do domu, rzucam torbę w kąt a ktoś podbiega do mnie w progu i łapie za rękę prowadząc do kuchni. Tam czeka na mnie kubek gorącej herbaty. A później miłe,serdeczne uściski, ręka na ramieniu. I poczucie, że ktoś jest.
Jawią mi się dwie opcje życia. Robić coś, co kocham i nie przejmować się szczęściem domowego ogniska...czy po prostu robić coś, ale być szczęśliwą z Nim u boku? Widocznie syndrom Judyma to nie tylko uwarunkowana bezdomność. To te wybory przed którymi stajemy. Chyba już nie chcę być matka Teresą...
8 wrz 2010
7 wrz 2010
22.22
chciałabym Ci naprawdę wszystko powiedzieć. gdybym była na tyle szalona,co one, dawno znałbyś bicie mojego serca. Po co mieszasz mi teraz w głowie? Błagam, tylko nie teraz...
chore serce zasypiające w wełnianych skarpetach
chory umysł ułożony na poduszce...
chore serce zasypiające w wełnianych skarpetach
chory umysł ułożony na poduszce...
Subskrybuj:
Posty (Atom)