13 sie 2009
Disease
niczym brud cholery.
Piętno ojca i matki
i K16 (czy jakiś inny)
w rękach małego dziecka.
Do czego to doprowadzi?
Egzystencjalizm nie warty złamanego grosza...
10.04.08r. (I.P)
10 sie 2009
Zahir
Źródło „http://pl.wikipedia.org/wiki/Zahir_(powie%C5%9B%C4%87)”
Moze to Jego wina, że nie usunęłam ostatniego, najważniejszego odbicia mnie sprzed pieciu lat.
Chcę choć po części wrócić do tego, co wtedy miałam...albo raczej, czego NIE miałam.
Miałam tą dziecięcą naiwność i wiarę w to, że swiat wcale nie jest taki okrutny a wszyscy ludzie nie są źli, tylko niektórzy po prostu cholernie nieszczęśliwi. Gdy byłam na etapie czytani a "mądrych" książek traktujących egzystencjonalizm jako świętość. Coprawda, istnienie ludzkie i nietylko jest swego rodzaju świętością, jednak nie dostrzegam teraz tej pretensjonalnej nuty boskości i dosnkonałości, bo nic nie jest doskonałe. Nawet jedno ziarenko materii.
Mam tylko nadzieję, że za dwa tygodnie rozliczę się z przeszłością i tak podsumuję siebie, że nigdy już nie zmarnuję ani chwili krótkiego życia.
8 sie 2009
Melatonina
I znów mnie męczy jak zgaga to, że nie czuję niczyjego oddechu na moim karku. Żadnych dreszczy, miłego szeptania do ucha (ponoć prawe cechuje znaczna wrażliwość na bodźce) ani chociaż dotyku. Mozna być samotnym pośród tłumów. Najczęściej wtedy jest się samotnym.
A płakać trzeba w spokoju. Tylko wtedy ma się z tego przyjemność. Satysfakcję? Może.
Czasem jednak cieszę się, że zniszczyłam te zdjęcia. Szmat czasu temu, to fakt. Pociełam je w najcieńsze paski, aby niemożliwe stało się jakiekolwiek ich sklejenie. Negatywy też.
Negatywy ciemne jak noc.
Bo najciemniej jest zawsze przed świtem.
5 sie 2009
Relanium
Totalne wkurwienie od samego rana, nieporozumienia, chaos organizacyjny. Spotkanie nie doszło do skutku. A jutrzejszy dzień odwołałam. Tak po prostu.
Wyciszyłam się... nie myślę, nic nie robię, moje życie trwa od zachodu słońca do kolejnego świtu. Doraźnie czytam książki. Tyle w nich życia. Nie to, co u mnie.
Oddycham, bo muszę. Bo tego wymaga mój organizm.
Jak dla mnie mogłoby nie istnieć... to oddychanie.
3 sie 2009
Mój stosunek do tego, co mnie opuściło...
"Kupidyn nie może dłużej zostać."
"Twój mózg może spędzać całe dnie na takich rozmyślaniach. To dlatego, że wierzgnął, a miłość dawno już odeszła. Dopamina opuszcza scenę romansu, wkracza na nią jądro półleżące, kora wyspy i boczna kora oczodołowo- czołowa. Te obszary rozświetlają się w mózgach porzuconych kochanków, gdy patrzą na zdjęcia byłych ukochanych. Są związane z podejmowaniem dużego ryzyka, uzależnieniem, bólem fizycznym i zaburzeniami obsesyjno- kompulsywnymi. Dlatego – teoretyzują naukowcy - ludzie obsesyjnie myślą o utraconej miłości i w skrajnych przypadkach posuwają się do prześladowania, samobójstwa czy zabójstwa."
- tekst by ONET.PL
Ale tylko w skrajnych. Ja po prosty przez pięć lat gdybałam, jak byłoby nam razem dobrze. Jakbym się o niego troszczyła, a on o mnie. Bylibyśmy przyjaciółmi, kochankami, kumplami.
Mieszkać w tym samym mieście i spotykać się raz na rok??
Nie wiem, co mnie przy Nim trzymało. Tak naprawdę nigdy nie byliśmy razem. A teraz każdy związek kończy się zanim na dobre się rozpocznie.
Nie wykształciłam w sobie po prostu umiejętności logicznego myślenia. I to mnie naprawdę iedyś zgubi.
Chyba nigdy już nikogo nie pokocham...