Oni choć trochę "tego czegoś" do siebie czują??? Bo coś ciężko do tego podchodzę. Albo po prostu moje obserwacje są odwrotnością rzeczywistości. Non stop, na każdym kroku ktoś daje mi znać, że naprawdę jestem zupełnie inna aniżeli grupa otaczających mnie ludzi. Tylko co mi to daje?
Łzy cisną mi się do oczu lecz nieświadomie chyba wracają tam, skąd przyszły. Czy to jest ten znak, Boże? Abym odłożyła doczesne sprawy na bliżej nieokreślone później? To boli...
Ale kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz