Zbliżają się święta. Boże Narodzenie, cała ta szopka wokół której serce aż urastało do rozmiaru wielgachnego ciasta. Ale ja już chyba z tego wyrosłam.
Pierwsza Wigilia od pięciu lat znów na starych śmieciach. Taki nastrój dziwny mam. Po prostu przypomniałam sobie, jak to było kiedyś. Teraz nawet prezentów zapakowanych w piękny kolorowy papier nie znajduję pod choinką. Są tylko koperty.
Chciałabym chyba nadal być dzieckiem. Zaczynam zapominać, jak to jest pomagać mamie pichcić w kuchni, nakrywać do stołu. Zazwyczaj pamiętam tylko wielkie zmywanie po Wigilii i stertę książek, które w trakcie świąt leżą na półce "do przeczytania". I nie widziałam nigdzie nadal świątecznej reklamy Coca- Coli a Last Christmas słyszałam tylko, kiedy dziś nuciła ją moja siostra...wybrakowana ta atmosfera. I nie mam na to wszystko nastroju.
Bo ja ostatnio nawet nastroju nie mam na czytanie. Czasem tylko na pisanie.
Piszę ostatnio do Niego. W sumie- gdzieś w eter. On nawet szansy nie ma tego przeczytać.Może to i lepiej? Co wymarzyłam, to moje!
Prawda kochanie? Może jeszcze nie jest za późno? Może czas po prostu troszkę wrócić...nawet do Kwestionariusza. Wymarzyłam sobie,że zostanę kiedyś wziętym biologiem...tak po prostu. I będę pomagała. Nie zawsze wszystko wychodzi. Gdybym naprawdę była taka fantastyczna to nie doszłoby do tego, że próbną ledwo zaliczyłam -_-' Czasem mam wrażenie, że wiele osób mnie naprawdę przecenia...
"niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."
Ale wiecie, że jeśli się wysiądzie to można nadal z powrotem wsiąść? Może się uda do tego samego pociągu ( w końcu wyszłoby na pożytek to ich notoryczne spóźnialstwo) a nawet jeśli nie, zawsze można dogonić siebie. Trzeba tylko chcieć. Trochę się w tym wszystkim gubię, w życiu.
Widziałam się ostatnio z M. i miło spędziliśmy czas. Później tylko jeszcze prowadziliśmy ostrą dyskusję na temat etyczno-kulturowy i chyba nareszcie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę, to nie chciałabym z nim być. Teraz kocham po prostu jego czekoladowe oczy.
Może to przez nadmiar wolnego czasu, który nawet nie spożytkowałam choćby na zajrzenie do zadań maturalnych, a może po prostu już...to nie to? Muszę zapytać mamy.Czy ona czuje się podobnie.
Idę jutro na ślizgawkę, przynajmniej przez jakiś czas nie będę myślała. Tylko będę płynąć po lodzie. I zrobię coś dla siebie. Wam wszystkim też proponuję odrobinę przyjemności dla siebie. To zawsze poprawia humor ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz