Chyba namieszałam ostatnio gdzieś w Sieci ;) Nic, samo się wyciszy. Aż słowa, czasem jednak tylko słowa :*
Słowa potrafią być intrygujące, denerwujące, motywujące i upodlające. Łatwo wpadające w ucho i nie do zniesienia. Potrafią koić i bolą. Mają tak dużą moc.
Ostatnio interesują mnie raczej czyny. Małe ciepłe gesty i ukradkowe uśmiechy, przez które mogę nagle poczuć się nic nie warta. Jakby wszystko, co robię nie było tak naprawdę potrzebne. Albo, jakbym i tak starając się i wypruwając żyły robiła za mało. Widocznie nie mam wystarczającej siły. I te gesty...
Zastanawiałam się, po co nam tak naprawdę wspomnienia. Te wspaniałe mogłabym zliczyć na palcach jednej dłoni, i w sumie tylko dla nich żyję. Resztę chciałabym wymazać tak, jak wymazuje się gumką do ścierania ołówek, zostawiając puste miejsce. tyle, że nawet po wymazaniu zostaje ślad. Wystarczyło naciskać ołówek trochę mocniej i pozostają wybrzuszenia w papierze, na drewnie, w piasku. Na jedno wychodzi. Wspomnień wymazać się nie da.
Dziś to nie mój dzień. Dlatego jestem wstrętna i podła. Ostatnio tak mam. najchętniej zamknęłabym się w czterech ścianach i leżała pod kołdrą z kubkiem herbaty w łapkach. Brakuje mi czegoś. Ogólnie czuję się pozbawiona emocji. Tylko mi sarkazm pozostaje.
I ta piosenka, przy której wracają wszystkie wspomnienia i nie wiadomo jakim cudem, znajduję jeszcze łzy do wylania...
i ta piosenka...
24 gru 2010
świąteczny ten dzień, ale trochę powiem o...samotności.
http://partnerstwo.onet.pl/1634057,3505,,samotne_swieta,artykul.html
Wszystkim Wam dobra, zdrowia i miłości oraz powodzenia w nowym roku i szczęścia we wszystkim, czego się podejmiecie :*
I wielu tachykardii serca, ale tych ze szczęścia a nie ze smutku!
Wszystkim Wam dobra, zdrowia i miłości oraz powodzenia w nowym roku i szczęścia we wszystkim, czego się podejmiecie :*
I wielu tachykardii serca, ale tych ze szczęścia a nie ze smutku!
22 gru 2010
ona.
mam nową współlokatorkę. jest mniejsza niż mój mały paznokieć, ma ceglastoczerwoną skorupkę a na niej dwie czarne plamki. Umie latać. przesiaduje najczęściej między F6 a F7. Trochę mnie irytowała, ale usiadła mi na ramieniu...i przestała. Wyszeptała mi do ucha, że wszystko będzie dobrze. I wiecie co? Ja jej wierzę...
17 gru 2010
przedświęta, prawie jak poświęta...
Zbliżają się święta. Boże Narodzenie, cała ta szopka wokół której serce aż urastało do rozmiaru wielgachnego ciasta. Ale ja już chyba z tego wyrosłam.
Pierwsza Wigilia od pięciu lat znów na starych śmieciach. Taki nastrój dziwny mam. Po prostu przypomniałam sobie, jak to było kiedyś. Teraz nawet prezentów zapakowanych w piękny kolorowy papier nie znajduję pod choinką. Są tylko koperty.
Chciałabym chyba nadal być dzieckiem. Zaczynam zapominać, jak to jest pomagać mamie pichcić w kuchni, nakrywać do stołu. Zazwyczaj pamiętam tylko wielkie zmywanie po Wigilii i stertę książek, które w trakcie świąt leżą na półce "do przeczytania". I nie widziałam nigdzie nadal świątecznej reklamy Coca- Coli a Last Christmas słyszałam tylko, kiedy dziś nuciła ją moja siostra...wybrakowana ta atmosfera. I nie mam na to wszystko nastroju.
Bo ja ostatnio nawet nastroju nie mam na czytanie. Czasem tylko na pisanie.
Piszę ostatnio do Niego. W sumie- gdzieś w eter. On nawet szansy nie ma tego przeczytać.Może to i lepiej? Co wymarzyłam, to moje!
Prawda kochanie? Może jeszcze nie jest za późno? Może czas po prostu troszkę wrócić...nawet do Kwestionariusza. Wymarzyłam sobie,że zostanę kiedyś wziętym biologiem...tak po prostu. I będę pomagała. Nie zawsze wszystko wychodzi. Gdybym naprawdę była taka fantastyczna to nie doszłoby do tego, że próbną ledwo zaliczyłam -_-' Czasem mam wrażenie, że wiele osób mnie naprawdę przecenia...
"niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."
Ale wiecie, że jeśli się wysiądzie to można nadal z powrotem wsiąść? Może się uda do tego samego pociągu ( w końcu wyszłoby na pożytek to ich notoryczne spóźnialstwo) a nawet jeśli nie, zawsze można dogonić siebie. Trzeba tylko chcieć. Trochę się w tym wszystkim gubię, w życiu.
Widziałam się ostatnio z M. i miło spędziliśmy czas. Później tylko jeszcze prowadziliśmy ostrą dyskusję na temat etyczno-kulturowy i chyba nareszcie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę, to nie chciałabym z nim być. Teraz kocham po prostu jego czekoladowe oczy.
Może to przez nadmiar wolnego czasu, który nawet nie spożytkowałam choćby na zajrzenie do zadań maturalnych, a może po prostu już...to nie to? Muszę zapytać mamy.Czy ona czuje się podobnie.
Idę jutro na ślizgawkę, przynajmniej przez jakiś czas nie będę myślała. Tylko będę płynąć po lodzie. I zrobię coś dla siebie. Wam wszystkim też proponuję odrobinę przyjemności dla siebie. To zawsze poprawia humor ;)
Pierwsza Wigilia od pięciu lat znów na starych śmieciach. Taki nastrój dziwny mam. Po prostu przypomniałam sobie, jak to było kiedyś. Teraz nawet prezentów zapakowanych w piękny kolorowy papier nie znajduję pod choinką. Są tylko koperty.
Chciałabym chyba nadal być dzieckiem. Zaczynam zapominać, jak to jest pomagać mamie pichcić w kuchni, nakrywać do stołu. Zazwyczaj pamiętam tylko wielkie zmywanie po Wigilii i stertę książek, które w trakcie świąt leżą na półce "do przeczytania". I nie widziałam nigdzie nadal świątecznej reklamy Coca- Coli a Last Christmas słyszałam tylko, kiedy dziś nuciła ją moja siostra...wybrakowana ta atmosfera. I nie mam na to wszystko nastroju.
Bo ja ostatnio nawet nastroju nie mam na czytanie. Czasem tylko na pisanie.
Piszę ostatnio do Niego. W sumie- gdzieś w eter. On nawet szansy nie ma tego przeczytać.Może to i lepiej? Co wymarzyłam, to moje!
Prawda kochanie? Może jeszcze nie jest za późno? Może czas po prostu troszkę wrócić...nawet do Kwestionariusza. Wymarzyłam sobie,że zostanę kiedyś wziętym biologiem...tak po prostu. I będę pomagała. Nie zawsze wszystko wychodzi. Gdybym naprawdę była taka fantastyczna to nie doszłoby do tego, że próbną ledwo zaliczyłam -_-' Czasem mam wrażenie, że wiele osób mnie naprawdę przecenia...
"niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."
Ale wiecie, że jeśli się wysiądzie to można nadal z powrotem wsiąść? Może się uda do tego samego pociągu ( w końcu wyszłoby na pożytek to ich notoryczne spóźnialstwo) a nawet jeśli nie, zawsze można dogonić siebie. Trzeba tylko chcieć. Trochę się w tym wszystkim gubię, w życiu.
Widziałam się ostatnio z M. i miło spędziliśmy czas. Później tylko jeszcze prowadziliśmy ostrą dyskusję na temat etyczno-kulturowy i chyba nareszcie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę, to nie chciałabym z nim być. Teraz kocham po prostu jego czekoladowe oczy.
Może to przez nadmiar wolnego czasu, który nawet nie spożytkowałam choćby na zajrzenie do zadań maturalnych, a może po prostu już...to nie to? Muszę zapytać mamy.Czy ona czuje się podobnie.
Idę jutro na ślizgawkę, przynajmniej przez jakiś czas nie będę myślała. Tylko będę płynąć po lodzie. I zrobię coś dla siebie. Wam wszystkim też proponuję odrobinę przyjemności dla siebie. To zawsze poprawia humor ;)
1 gru 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)